Roman
Krzyżanowski
WKKW w Jaroszówce
20 i 21 lipca
Jaroszówka gościła 85 koni startujących w czterech
klasach WKKW:
CNC**, CNC*, L seniorów i L juniorów.
Formuła zawodów dwudniowych jest od bieżącego roku
regułą w Polsce. Zmniejsza to koszty uczestnictwa i organizacji, ale sprawne przeprowadzenie
takich zawodów jest trudniejsze.Na ogół na Zawodach
Ogólnopolskich Oficjalnych nie organizuje się klasy L,
jednak w Jaroszówce ze względu na frekwencję
postanowiliśmy rozegrać i tę klasę.
Jak zwykle w połowie sezonu, seria dwugwiazdkowa miała
nieliczną obsadę - zaledwie siedem koni, gdyż inne
albo miały za sobą starty zagraniczne, albo uległy
kontuzjom. Zwyciężył Dawid Rakoczy na Biskwicie,
wicemistrz Europy w kategorii młodych jeźdźców sprzed
dwóch lat. Zgranie tej pary jest wyjątkowe,
sukcesy też, lecz musi budzić niepokój absencja tego
zawodnika w lżejszych klasach. Pomimo licznych prób,
nie może on trafić na obiecujące młode konie.Drugie
miejsce Kamila Rajnerta i Rubida nie było
niespodzianką. W ujeżdżeniu nieznacznie wygrał z
Dawidem Rakoczym, ale jedna zrzutka Rubida wystarczyła
do zajęcia drugiego miejsca.Bonaparte, po złamaniu nogi
przez Agnieszkę Langer, wrócił do swojej stałej
amazonki, Julii Krzyżanowskiej i para ta zajęła
trzecie miejsce.Aż 16 punktów karnych na parkurze
zepchnęło Artura Społowicza i konia Tobruk na piąte
miejsce, pomimo że w pozostałych próbach ich przejazdy
były dobre.W próbie terenowej tylko Małgorzata Garus
na Infantando miała dwa zatrzymania, pozostałe konie
bez problemów pokonały 21 przeszkód wymagających 31
skoków na dystansie 3950 metrów.
Dość licznie obsadzona seria jednogwiazdkowa
zgromadziła dwudziestu dziewięciu konkurentów, z tego
do mety dojechało dziewiętnaście par. Jeden koń
został wycofany, a dziewięć wykruszyło się na
krosie, który liczył 3120 m i wymagał 25 skoków na 17
przeszkodach. Czternaście koni nie miało błędów w
terenie i tyleż samo zmieściło się w normie czasu, z
tego dwa po wyłamaniach. Trasa terenowa była trudna,
ale urozmaicona i fair. Nie sprawdziły się katastroficzne
zapowiedzi niektórych zawodników, że nowa kombinacja
nr 3, 4, 5, złożona z trzech “namiotów” o wąskich
frontach skakanych po łuku, jest zbyt trudna. Tylko trzy
konie miały tam problemy, a o dziwo - tylko czworo
zawodników zdecydowało się pojechać tę kombinację
“na okrągło”, wykonując wolty pomiędzy
przeszkodami.
Największe problemy od lat sprawiają rowy i wskoki do
wody. Tak było i tym razem. Świadczy to nie o błędnym
budowaniu tras, ale o złej pracy treningowej. Chciałbym
w tym miejscu przytoczyć słowa Jana Lipczyńskiego,
który naskakiwanie koni radzi rozpoczynać od małych
naturalnych rowków, które można pokonywać na każdym
spacerze, z kłusa, stępa, a nawet w przypadku
problemów - ze stój! Również każda kałuża w
terenie jest dobrą okazją do przyzwyczajania konia do
lustra wody. Potrzeba tylko konsekwencji i częstego
ćwiczenia na bardzo łatwych przeszkodach. Ponieważ w
Jaroszówce wody jest dużo, ale ich profile były za
trudne dla młodych koni, wybudowaliśmy nową, na razie
niezabudowaną “dziurę” wodną, którą
można przejeżdżać codziennie po kilka razy na każdym
treningu.
Juniorka Daria Kobiernik na Iluzji zwyciężyła w tej
klasie z wynikiem 52,88 punktu. Wyprzedziła Artura
Społowicza na koniu Menuet i Julię Krzyżanowską na
Dictusie, która w tej serii dobrze przejechała jeszcze
na dwóch innych koniach - Efezie (piąte miejsce) i
Julii (siódme miejsce).
Po zeskoku z bankietu z wąskim frontem stracił szansę
na zwycięstwo Bawet Kamila Rajnerta. Najlepszy czworobok
i prowadzenie, pomimo jednej zrzutki, zapowiadało pewne
zwycięstwo tej doświadczonej pary. Jednak Bawet ma
przykry zwyczaj zostawania jednej nogi przy
ciaśniejszych kombinacjach lub nawet niewysokich
pionowiznach. Stąd upadek i eliminacja.
Klasa L, z racji licznego zapisu, została podzielona na
serię juniorską i seniorską. Po raz kolejny w obu
seriach, szczególnie seniorskiej, zobaczyliśmy kilka
młodych ciekawych koni. Kros na dystansie 1800 m
zawierał 14 przeszkód i wymagał 19 skoków.
Wśród seniorów od startu do mety prowadzenia nie
oddał Artur Społowicz na koniu Ameryk. Drugie miejsce
zajął Bogusław Owczarek na Atamanie, a trzecie Marcin
Konarski na koniu Hromy. Wszystkie te koni widzieliśmy
po raz pierwszy.
W barwach nowego klubu do WKKW powrócił Dariusz
Sulowski, zajmując na dwóch koniach dwa kolejne
miejsca. “Eko-Milk” Kamionki zaprezentował nowych
zawodników, pojawiały się też kluby zupełnie nowe,
dotychczas nieobecne w tej konkurencji jeździeckiej.
Klasa L juniorów, nieco słabiej obsadzona.,
potwierdziła wysokie umiejętności i duże ambicje
Darii Kobiernik, która zajęła dwa pierwsze miejsca.
Łukasz Szustorowski z Bogusławic pokazał swojego
nowego konia. Widzieliśmy też przedstawicielkę
“Dragona” Nowielice, klubu stanowiącego niegdyś o
pozycji polskiego WKKW.
Na zakończenie kilka refleksji. Od kilku lat
uczestniczę w różnych rolach niemal we wszystkich
zawodach ogólnopolskich WKKW. Trudna sytuacja
ekonomiczna zawodników, organizatorów, klubów może
być jedynie niewielkim usprawiedliwieniem atmosfery na
zawodach. Odprawy techniczne od 2 lat w
każdym przypadku zamieniają się w kłótnie i wzajemne
ataki, głównie pod adresem organizatorów: o wysokość
nagród, o ich podział, o niemal każdą przeszkodę
ustawioną rzekomo nieprawidłowo. Może się wydawać,
że organizator stoi przed plutonem egzekucyjnym, a
nie przed życzliwym i rozumiejącym problemy
środowiskiem. Na nic wysiłki, często ponad
możliwości finansowe i organizacyjne, aby zapewnić
dobrze skonstruowane przeszkody, kosztujące przecież
majątek, dobry parkur, czworobok, stajnie itp. Często
warunki atmosferyczne niweczą
wielomiesięczny trud. Okazuje się, że to się nie
liczy. Oliwy do ognia dodaje szkodliwe, nieskoordynowane
w skutkach (bo nie mówię o widocznej dobrej woli)
działania władz i komisji. WKKW to konkurencja
niekomercyjna. Nie da się na zawodach zarobić, a nawet
nie można marzyć o zwrocie kosztów. Dlatego też
organizatorów zawodów WKKW należy objąć specjalną
opieką. Tak się jednak nie dzieje. W ubiegłym roku
Polski Związek Jeździecki, dzięki sponsorowi
wypłacał organizatorom Zawodów Ogólnopolskich
Oficjalnych niedużą, ale jakże ważną dotację, w tym
roku nie miało to miejsca. Mapa WKKW w Polsce się
kurczy. Co stało się z takimi ośrodkami jak Nowielice,
Ochaby, Poznań, Racot, Walewice, Golejewko? Ci, którzy
wcześniej nie doświadczyli upokorzeń, a próbowali, po
jednej próbie wycofali się z niesmakiem. Obawiam się,
że do wyżej wymienionych dojdą następne, a wśród
nich Jaroszówka.
P. S.
W ciągu
ostatnich trzech lat Jaroszówka zorganizowała ponad
dwadzieścia zawodów jeździeckich, w tym dziesięć
imprez WKKW. Czyżby o dziesięć za dużo?
|